• Azjatycki

„Mglisty Szwindel ”.



Prolog.

Ten wpis pochodzi z 22/10/2015.

Według NASA (artykuł tutaj ), w 2015 doszło do jednej z największych kataklizmów spowodowanych rabunkową gospodarką człowieka. Szczęśliwie sytuacja ta uległa zmianie, po interwencji organizacji pozarządowych, setek tysięcy petycji spływających z całego świata, nagonki mediów, a także poprzez katastrofalne żniwo, jakie ten kataklizm zebrał ( ok 100.000 przedwczesnych zgonów w samej Indonezji artykuł tutaj ).

Poza tym, to co działa na Azjatów najbardziej, czyli straty w biznesie. Dla samej Indonezji, straty spowodowane "hejzem" wyniosły 16 miliardów dolarów. Wiele małych biznesów dostało po kieszeni. Z racji dużej odpowiedzialności zarówno mojej jak i Agi, musieliśmy odwołać Azjatycki Trip do Indonezji, zwrócić zaliczki i przeprosić współtowarzyszy podróży.

Taki klimat.

W 2015 pisałem tak: "Możliwe, że właśnie robię sobie anty-reklamę i odstraszam potencjalnych klientów. Mam jednak niekrytą nadzieję, że po lekturze podejmiecie działanie. Teraz powiem bardzo wyraźnie. W najbliższych tygodniach trzymajcie się od Malezji z daleka. Nie warto jechać też do Singapuru, na Sumatrę ani Kalimantan. Jak nie musicie, to tu nie przyjeżdżajcie. Jeżeli już bilet macie państwo w dłoni, koniecznie po przylocie kupcie maskę N-95.

Słowem wprowadzenia. Problem jest na tyle złożony i niewygodny politycznie, że nie będę wyjaśniał Wam szczegółów kto, za kim stoi ani ujawniał moich głębszych przemyśleń na ten temat. Nie jest to jakiś „raport pelikana”, żeby trzeba było mnie za szerzenie informacji „kropnąć”, ale szanując prawo kraju, w którym mieszkam, a jeszcze bardziej wolność osobistą, prewencyjnie nie będę pakował się w kłopoty."

Teraz (styczeń 2019) mogę pokrótce Wam wyjaśnić, co miałem na myśli, bo żadne konsekwencje mi już nie grożą za udzielenie informacji. W przeszłości zdarzało się, że ww. kraje anulowały wizy pracownicze za krytykę, a ja, z jednej strony nie chciałem tracić swojej intratnej posady, a z drugiej nie za bardzo miałem ochotę wracać do Polski z pieczątką - deportowano/zakaz ponownego wjazdu.

Sprawa ma się tak. Indonezja, z racji tego, że dużo biedniejsza od Malezji i Singapuru, jest trochę takim chłopcem do bicia. Na jej terenach rozgrywają się gierki o dużą kasę. Trochę tak, jak w moim mniemaniu, Polska w relacji z Rosją, Niemcami, Brukselą, Izraelem i USA. Prawo większego/ potężniejszego/ bardziej wpływowego - niby naturalna kolej rzeczy. Jeżeli zapytacie przypadkowego Malezyjczyka, lub Singapurczyka, skąd był ten "hejz" w 2015 roku, oni odpowiedzą, że "Indonezja pali i nas truje". Jest to półprawda. By wyjaśnić dlaczego daleko do prawdy pełnej, powinniśmy wyjaśnić sobie terminy, o których rozmawiamy. W tym celu przenieśmy się z powrotem do roku 2015.

"Zacznijmy od zdefiniowania pojęcia „hejzu”, o którym będzie traktował artykuł.

Co to?

Za wikipedią: "Zmętnienie (ang. haze) w meteorologii – ograniczenie widzialności spowodowane pyłami i aerozolem atmosferycznym. Zmętnienie należy odróżnić od mgły, która także powoduje ograniczenie widzialności poziomej, ale składa się wyłącznie z cząstek wody lub lodu. Zmętnienie jest też pojęciem różnym od smogu – mieszaniny mgły z gazami. W języku polskim zadymka, mgła, zamglenie, smog, zmętnienie są często używane wymiennie." Strasznie dziwnie brzmią powyższe zwroty i nie oddają za bardzo charakteru tegoż zjawiska, dlatego pozwólcie, że zachowam anglo-makaronizm w spolszczonej pisowni.

Zwykle powietrze w Malezji jest czyste (jak na Azję Płd.- Wsch. można by rzec, uber- czyste). Niestety sielanka nie trwa wiecznie. Pewnego dnia budzisz się, a ONO już tam jest. Złowieszcze niebo zasnute ciemnymi chmurami. Robi się szaro, nieznośnie lepko, a w powietrzu wirują mikro płateczki „węglo- czarnego” pyłu. Słońce zmienia swój kolor na ciemno pomarańczowy. W skrajnych warunkach w rubin zachodu afrykańskiego- z tą różnicą, że tu ono przybiera taki kolor w zenicie, a nie o zmierzchu. Bywa też i tak, że znika całkowicie, jednak nadal niemiłosiernie grzeje. Efekt szklarniowy do kwadratu. Deszcz nie pada, bo sezon „hejzu” przypada na porę suchą. Wizja apokaliptyczna? Zawsze, gdy się budzę i widzę ten obraz zza okna, odnoszę wrażenie, że biorę udział w filmie „Silent Hill”. Czekam tylko na dźwięk syren i wypatruję „Piramidogłowego”. "


"Czasem śmierdzi jakby w kominie palono, mokrym koksem z domieszką ziemi i wilgotnych trocin (i chomikiem?). Innym zaś razem… "hejz" skrada się do nozdrzy, bezwonnie jak czad. Jest tak jak i czad zabójczy, z tą różnicą, że zabija powoli. Latami. Zmieniając płuca w akwarium dla takiego jednego na literę „R”. W pyle tym znajdziemy całą tablice Mendelejewa. Szczyptę wyżej wspomnianego czadu, dwie kopiaste łychy dwutlenku węgla, dwutlenku siarki, a na deser łycha wyjątkowego paskudztwa - pochodnych oksantrenu - dioksyn. Pamiętają państwo twarz prezydenta Juszczenki? W wolnej chwili polecam zapytać wujka Google, czym też to pana prezydenta truto. Zanieczyszczenie powietrza wyrażone jest w PM (ang. Particulate Matter czyli pokrótce ilość pyłu w powietrzu) umieszczonych na skali jakości powietrza AQI (Air Quality Index)*".


"Skąd to? Pamiętacie państwo jak rok temu pisałem na Blogu Azjatyckim o „Zapachu Królestwa Ciemności” ? M.in z tego rozdziału mogliśmy się dowiedzieć, że kraj Malajów zapach swój zawdzięcza olejowi palmowemu, którego to Malezja jest drugim po Indonezji producentem na świecie. Jeżeli się państwu zdaje, że olej palmowy jedzą tylko Azjaci to polecam zrobić sobie małe dochodzenie, w swojej własnej lodówce i zobaczyć ile z produktów ten olej palmowy zawiera (z naciskiem na batoniki, zupki, ale także kremy i inne kosmetyki)."

Ponownie styczeń 2019

To właśnie miałem na myśli mówiąc półprawda. Druga połowa prawdy, to fakt, że olbrzymia większość z indonezyjskich plantacji leży w rękach olbrzymich koncernów singapurskich, malezyjskich, ale także brytyjskich i amerykańskich. Koncerny te ponoszą w stopniu równym, jak nie większym niż rząd indonezyjski, odpowiedzialność za ten duszący problem, który zdarzył się w 2015 roku (link) i zdarzał sukcesywnie co parę lat.

Boom (-boom, bang-bang) palmowego biznesu. "Do tej pory pierwotne lasy deszczowe (tak tak te, które kiedyś porastały całą Azję Południowo-Wschodnią, Afrykę i Amerykę Południową, a teraz praktycznie już nie porastają), ścinano piłami mechanicznymi, buldożerami i czym się tylko dało. W latach 90-tych serce się krajało, mówiło się „to straszne”, po czym zasiadało do obiadu i wracało do porządku dziennego”**. Stare kilkusetletnie drzewa szły pod produkcję ekskluzywnych mebli, a zwierzęta zamieszkujące przeganiano lub ubijano. Następnie ziemię bronowano i nasadzano przywleczoną z Afryki palmę olejową, czyli olejowiec gwinejski Elaeis guineensis Jacq. Palma olejowa jest rośliną wybitnie intruzywną. Wysysa z ziemi wszystkie sole mineralne oraz wodę jak pijawka krew. W zamian daje, oleisty daktylopodobny owoc z olbrzymią ilością białka i tłuszczu. Dobry zarówno do produkcji biopaliw, tłuszczy utwardzonych, jak i świetny składnik pokarmowy dla ludzi oraz zwierząt. Owoce są również przysmakiem wielu zagrożonych gatunków. Persona non grata plantacji jest „człowiek lasu” z indonezyjskiego człowiek – orang, las – (h)utan. Dość sugestywna reklama wypuszczona przez zielonych, która sprawiła lat parę temu, że zainteresowałem się problemem oleju palmowego, a straciłem zainteresowanie KitKatem. "


Gdy palma odbija. Po pewnym okresie (do 20 lat), gdy plantacja pozostawi ziemię jak wiór suchą, cały biznes puszcza się z dymem. Węgiel i inne pierwiastki, wrócą do ziemi (część poszybuje w powietrze i spadnie z deszczem... kwaśnym), gdzie będzie można posadzić nowe sadzonki. Oczywiście, nigdy ziemia nie byłaby już tak płodna jak ta z pierwotnej dżungli***, dlatego też następuje sukcesywny wyrąb nowych hektarów lasu pod uprawę. Tak było do tej pory. Sezonowo już coroczne chmury "hejzu" nadciągały nad Singapur, Malezję i część Indonezji. Ostatnio sytuacja uległa drastycznej zmianie… CDN"

* Jeżeli wybierają się państwo do Malezji, lub jakiegokolwiek kraju Azji południowo Wschodniej poza okresem monsunowym, warto jest sprawdzić jak się ma sytuacja. Bardzo pomocna okaże się strona www.aqicn.org

Na chwilę obecną sytuacja wydaje się być opanowana. Od 2015 roku zanieczyszczenie powietrza nigdy już nie przybrało tak katastrofalnego rozmiaru. ** cyt. Hotel Rwanda ***pojęcie lasu pierwotnego oznacza las nietknięty toporem i niesadzony przez człowieka. Ostatni taki nizinny europejski las znajduje się w Polsce i na Białorusi - PN Puszcza Białowieska. Ostatnia ostoja bioróżnorodności europejskiej. Jeżeli chodzi o malezyjski to jest nazywany mega- różnorodnym. Na jednym drzewie doliczyć się można do 1000 unikatowych gatunków zwierząt (różnych gatunków, a nie osobników!), których nie sposób spotkać w innym zakątku świata.

#azja #azjatycki #trip #malezja #singapur #indonezja

© 2016 Stworzone przez AzjatyckiTrip dla AzjatyckiTrip.com należącego do Spółki Wagabunda Travel S.C.  NIP: 8943135870 REGON: 381938981

Zezwolenie Marszałka Województwa Dolnośląskiego w rejestrze Organizatorów Turystyki numer zezwolenia 797/2/2019 ​

Gwarantem Twojego bezpieczeństwa jest AXA Towarzystwo Ubezpieczeń i Asekuracji S.A. Suma ubezpieczenia: 375 000 złotych.

Wszelkie prawa zastrzeżone ©2018 Biuro Podróży Wagabunda Travel S.C. | wagabundatravel.com