• Azjatycki

"Smak Małpich Uszu" Vol I


Widok ze Wzgórza Sidy

??/??/????    Gdzieś w Azji Południowo Wschodniej


Jak każdego ranka na dworze królowej Sidy, rozgrywała się odwieczna batalia między ciepłymi masami wilgotnego powietrza znad Mekongu oraz chłodem pałacowych kamieni. Niesłyszalny dźwięk kondensujących kropli, przerywany pojedynczymi trzaśnięciami dogasających kadzideł, był jedynym, który o tej porze mógł zaistnieć. Za późno na cykady i skrzek gekonów. Za wcześnie na poranne trele. To była dokładnie ta pora, o której nigdy, nikt nie chciałby się zwlec z łoża. Nie inaczej było w jego przypadku. Wdrapywał się po schodach nabuzowany jak nigdy. Brzęk dzwonków bransolet, które był zwykł nosić u kostek, rozbił w perzynę tę z pieczołowitością budowaną ciszę królewskich korytarzy. Zanim wkroczył do jej komnaty, postanowił przybrać maskę serdeczności. Na zamiarach się skończyło. Blask świec i korzenny zapach kory agaru, którego przecież tak bardzo nie cierpiał, wykrzywił jego twarz w przerażający grymas.

W tle sali rozbrzmiał harmoniczny dźwięk khaenu.

- Posyłałaś po mnie Pani? – Wyskrzeczał swoim chropowatym jak tara głosem.

Królowa wzdrygnęła się.

- Witaj. Owszem - Przełknęła ślinę, po czym wyartykułowała: Mam dla ciebie zadanie do wykonania, któremu tylko ty, jak mniemam, mógłbyś sprostać.

- Tak Pani?

Czy orientujesz się gdzie znajdują się wzgórza Muang Xay?

- Tak Pani.

- Tej nocy zerwałam się wybudzona z przedziwnego snu. Nie o wszystkich detalach snu tego chcę dyskutować, bo raz mi nie przystoi, a dwa nie jest to materią mej prośby. Chcę skupić się na jednej rzeczy. Postanowiłam po ciebie posłać, a następnie prosić byś odnalazł jeden ze składników, który w tym proroczym jak mniemam, śnie ujrzałam. Tak się składa, że może on zostać znaleziony tylko w Muang Xay.

- Czymże jest ten składnik królowo Sido? – Starał się nieudolnie zatuszować podirytowanie kobiecymi fanaberiami.

- Grzyby. Precyzując, potrzebuję takich, które owocują tylko w Muang Xay.

W powietrzu dało się wyczuć napięcie i chrzęst jego diablo ostrych zębów.

- Grzyby?

-A i owszem. Grzyby.

-Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem o Pani.

Królowa przełknęła ponownie ślinę, a następnie gestem pozwoliła mu odejść.

Zaskakujące, że pomimo jego niecodziennych gabarytów, potrafił poruszać się tak cicho i gdyby nie dźwięk bransolet, jego kroki byłyby z wielkim prawdopodobieństwem bezgłośne. Zwierzęcy zapach i kilka białych włosów, które przykleiły się do wilgotnej posadzki, były jedynymi, które zdradzałyby jego chwilową obecność w komnacie. Mawiano, że potężna siła jego mięśni oraz ta zwinność właśnie sprawiały, że nie miał sobie równych w boju. Królowa zdawała sobie sprawę z jego niekwestionowanej przewagi, zarazem jednak była też pewna jego dozgonnej lojalności i najwyższego respektu, który tak naprawdę płacił tylko jej. 

Sida klasnęła w dłonie, a po chwili w komnacie zjawiła się służba.

- Zgłodniałam. Przynieście mi proszę coś lekkiego do jedzenia. Będę śniadać.

Stół jej, jak za sprawą magicznego zaklęcia, zastawiony został grillowanym prosięciem nawiniętym na bambusowe okręgi, masą egzotycznych owoców oraz „khao niao”. To od tego ostatniego rozpoczęła posiłek królowa. Otworzyła gorący jeszcze rattanowy koszyczek, a pokój natychmiast wypełnił słodki zapach kleistego ryżu. Sida formując ryżową kulkę zastanawiała się, czy też uda się jej zleceniobiorcy wypełnić powierzone zadanie. Nie zdążyła jednak nawet kulki tej przełknąć, bowiem on stał już przed jej królewskim majestatem.

Powietrze ponownie, jak grot strzały przeszył wibrujący dźwięk khaen.

W potężnych dłoniach trzymał kosz najrozmaitszych grzybów, jakie mógł tylko las obrodzić. Na twarzy jego gościł przerażający grymas, mający chyba imitować uśmiech zwycięzcy, a powodował jedynie strach. Co złośliwsi dworzanie szeptali między sobą, że może lepiej żeby się w ogóle nie uśmiechał.

- To nie te.

- Nie te? – Potrząsnął swoją zwierzęco owłosioną głową, a dzwoneczki zamocowane na jego koronie zdawały się wtórować cichym „nie te, nie te, nie te”.

- To nie te mój drogi – starała się delikatnie wyjaśnić władczyni. Te, które mi się śniły, wyglądały zupełnie jak… jak… inaczej – zmitygowała się Sida. Proszę, pójdź zaś i przynieś mi inne, a ja w tym czasie posilę się.

 Po „niby uśmiechu” nie było śladu. Zęby ponownie zachrzęściły, po czym ukryły się pod mięsistą górną wargą.

- Życzenie twoje jest moim rozkazem – rzekł, a następnie pośpiesznie wyszedł.

Królowo Sido, wybacz mą bezczelność – sformułował pytanie dotąd niezauważalny, zajmujący tyły komnaty starzec, – co hamuje Cię przed opisaniem mu wyglądu pożądanych grzybów?

- Drogi mędrcze. Grzyby, o których śniłam, na południu nazywane są w księgach uszami tygrysa. Ich walory smakowe są nie do opisania, a i wieszczka zwykła mawiać, że fungi te mają w sobie magiczne siły lecznicze. Problem leży nie w ich opisie, a lokalnej nazwie. Tu w Chiang Thong, gdzie stoi mój pałac, mawiamy na nie… małpie uszy.

Starzec pobladł. Kolory na obrazach umiejscowionych za ich plecami zmieniły odcień. Khaen zawył rzewnie. W oddali dało się słyszeć pobrzękiwanie bransoletek.

Dwa ciężkie kosze pstrokatych, powykrzywianych w fikuśne kształty grzybów wylądowały u stóp Sidy. Królowa przykucnęła przy nich z łojówką w dłoni tak by światło lampy wypełniło oba kosze.

-Czy teraz jesteś rada z moich zbiorów królowo? – zapytał.

Dziewczyna przebrała swoimi aksamitnymi dłońmi owocniki w najrozmaitszych kolorach, ale i tym razem nie sposobna była znaleźć tych, które wyśniła nocą.

-Nie drogi. Z niekrytą przykrością stwierdzam ich brak w tych koszach.

Włochate plecy woja najeżyły się jak za uderzeniem pioruna. Jego pożółkłe i tak białka oczu prawie się zagotowały.

- Królowo, wybacz moją niesubordynację. Dlaczego nie udamy się tam razem, byś mogła sama odnaleźć tego, czego poszukujesz. Ja, zapewnię Ci bezpieczeństwo.

- Mój drogi, wiesz dobrze, że nie znoszę długich podróży. Poza tym droga ta jest wyjątkowo niebezpieczna. Pełno na niej zbójów. Jeżeli nawet Ty będziesz mnie ochraniał, nie ochronisz mnie od wszelakich żmij czy innych skorpionów. Chyba nie chciałbyś by królestwo zostało bez królowej.

- Jak one wyglądają – wycedził bez dalszej kurtuazji przez zęby.

- Takie brązowe…

- Jak większość grzybów – wycedził ponownie. – Potrzebuję bardziej szczegółowego opisu.

- Są takie… nietuzinkowe… specyficzne… o fantazyjnym kształcie

- Królowo, igrasz sobie ze mną? Prawie wybuchł wojownik. – Bo jeżeli tak, to powiedz teraz, że to zabawa w ciuciubabkę. Pośmiejemy się razem, a ja wrócę do moich zaniedbywanych już od samego ranka obowiązków.

- Jakże bym śmiała – odpowiedziała z najwyższą powagą, ukrywając przerażenie za maską z błękitnej krwi. – Poprosiłam Cię, bo wiem, że tylko ty jesteś zdolny podołać temu zadaniu.

- Dobrze, więc. Wyruszę, czym prędzej, lecz tym razem głową swą gwarantuję Ci, że grzyby te przyniosę, jeżeli tylko znajdują się, jako rzeczesz w Muang Xay.

-Dzięki Ci, o najdzielniejszy z mych witezi.

Jego nagłe odejście pogasiło wszystkie świece w komnacie.

Starzec, zgramolił się mozolnie ze sterty poduch na tyłach komnaty, a następnie pokuśtykał w kierunku dymiących jeszcze łuczyw.

-I tym razem pewnikiem zawiedzie – wymamrotał starzec.

-Nie waż się w niego wątpić! – Szorstko odpowiedziała Sida.

W oddali złowieszczo zagrzmiało.

-Wierzę, że tym razem mu się uda.

C.D.N.

-----------------------------++++++++++++++++++++----------------------------------------

P.S. Zainteresowany/ana wyjazdem do Azji? Tej cywilizowanej, a może właśnie tej "nie"? Oto gdzie jeździmy: www.azjatyckitrip.com/kierunki

Koniecznie skontaktuj się z nami przez formularz kontaktowy na stronie

www.azjatyckitrip.com

© 2016 Stworzone przez AzjatyckiTrip dla AzjatyckiTrip.com należącego do Spółki Wagabunda Travel S.C.  NIP: 8943135870 REGON: 381938981

Zezwolenie Marszałka Województwa Dolnośląskiego w rejestrze Organizatorów Turystyki numer zezwolenia 797/2/2019 ​

Gwarantem Twojego bezpieczeństwa jest AXA Towarzystwo Ubezpieczeń i Asekuracji S.A. Suma ubezpieczenia: 375 000 złotych.

Wszelkie prawa zastrzeżone ©2018 Biuro Podróży Wagabunda Travel S.C. | wagabundatravel.com